Chyba każdemu od czasu do czasu zdarza się mieć taki epizod, kiedy rzeczywistość wydaje się być wyjątkowo niesprzyjająca i jakoś ciężej się oddycha. Nawet, jeśli człowiek chce zachować optymizm, to gdzieś pod spodem mrowi to uczucie, jak wtedy, kiedy w bucie uwiera upierdliwy kamyczek, kanapka spada na podłogę masłem do dołu albo mały palec u stopy boleśnie spotyka się z kantem komody.
Też coś takiego miewam.
Na szczęście, w podobnych momentach na ratunek przychodzi piłka nożna.
Arsenal notował do tej pory świetne wyniki, choć akurat ostatni mecz to wyjazdowa porażka. Rozpędzona jak motocykl Aston Villa w ostatniej minucie meczu, wyszarpała całą pulę. Szkoda, bo była szansa na powiększenie przewagi nad grupą pościgową. Choć wynik smuci, to nie jestem nim zaskoczony. Arsenal ma ostatnio pewne braki kadrowe i nawet, jeśli ich ławka wygląda teraz o niebo lepiej niż jeszcze w poprzednim sezonie, to te braki są widoczne.
Nawet biorąc pod uwagę ostatnią porażkę, wygląda na to, że to może być sezon, w którym Arsenal w końcu wygra coś większego. Przez coś większego, mam na myśli mistrzostwo Anglii lub Ligę Mistrzów. Sporo będzie zależeć od tego jak teraz zareagują. Jeżeli ta porażka nie wpłynie negatywnie na postawę drużyny, to powinni być w stanie dowieźć to pierwsze miejsce do końca sezonu. Nie ukrywam, że jako kibic, chciałbym w końcu zobaczyć złote naszywki na trykotach Arsenalu. Niech ten czas oczekiwania skończy się na 22 latach.
W międzyczasie rozlosowane zostały grupy na przyszłoroczne Mistrzostwa Świata. Niestety Reprezentacja Polski nie będzie miała szansy na zagranie z Haiti, czy Curacao. Ale i tak, na tym etapie nie ma co nawet analizować przeciwników i szans na wyjście z grupy, bo najpierw trzeba przejść baraże, a zakończenie ich sukcesem naszych, nie jest wcale oczywiste. To, jak zmieniła się ta kadra pod wodzą trenera Urbana daje nadzieje, ale jeśli chodzi o reprezentację, należy spodziewać się wszystkiego i niczego nie można brać za pewnik.
Zawsze jestem zwolennikiem postawy, która nakazuje grać do końca. Nie lubię przedwczesnego popadania w hura-optymizm, ani odpuszczania po początkowych niepowodzeniach. Kibicowanie Arsenalowi i reprezentacji Polski, stale utwierdza mnie w przekonaniu o słuszności takiej postawy.
Jak mawia klasyk: „Gramy, dopóki piłka w grze!”.
Dodaj komentarz