Może i w lidze nie idzie Arsenalowi tak jakbyśmy tego chcieli (pisząc „my” mam na myśli kibiców Arsenalu, do których i siebie zaliczam), ale za to Liga Mistrzów osładza nam te gorzkie chwile.
Przed pierwszym meczem z Realem miałem obawy. Kanonierzy mieli swoje problemy, sporo potraconych punktów w lidze, kontuzje i jakiś taki ogólny delikatny marazm wokół drużyny. Potem jednak wyszli na boisko i na szczęście rozwiali wszelkie wątpliwości.
Cóż to był za dwugol! Mowa oczywiście o dwóch golach Decalana Rice’a w pierwszym meczu. Oba z rzutu wolnego, oba mierzone, oba obejrzałem na rozmaitych powtórkach chyba dziesiątki razy. Arsenal wręcz zdominował u siebie ekipę Realu, ale jako doświadczony już kibic londyńskiego klubu, wiedziałem, że na radość trzeba zaczekać do ostatniego gwizdka meczu rewanżowego.
U siebie Real od początku nacisnął. Chyba wszyscy się tego spodziewali. Żeby odrobić trzy-bramkową stratę, trzeba od razu wziąć się do roboty. Problem w tym, że nasi byli na to przygotowani. Na szczęście był to problem piłkarzy Realu, którzy ewidentnie męczyli się na własnym terenie. Arsenal po prostu świetnie się przygotował, przede wszystkim taktycznie.
No i co z tego, że niewykorzystany karny przez Bukayo? No i co z tego, że o mało na karnego nie naciągnął Mbappe? No i co z tego, że błąd popełnił Saliba, ofiarując Realowi bramkę? Ważne, że do siatki trafił Saka, a ostatni gwóźdź dobił Martinelli. Dziękuję, dobranoc.
Bez wątpienia na wyrazy uznania zasługuje też Kiwior, który w dwumeczu w zasadzie nie popełniał błędów, a w przeszłości mu się to przecież zdarzało. Wszedł do składu za kontuzjowanego Gabriela i świetnie go zastępuje. Oby tylko tak dalej i oby taką samą formę utrzymywał w meczach reprezentacji.
Teraz czeka nas półfinał z PSG. Zdawać by się mogło, że jest to rywal jak najbardziej do przejścia, ale do rozegrania są dwa mecze. Myślę, że awans do finału jest jeśli nie marzeniem, to przynajmniej pragnieniem milionów kibiców piłki nożnej na całym świecie. Osobiście naprawdę chciałbym zobaczyć mecz Arsenal – Barcelona. Niech to będzie rewanż za finał z 2006 roku, ale tym razem to Arsenal ma być górą. Właśnie tak bym to widział, hehehe.
Dodaj komentarz