Jak zwykle – nie był to łatwy rok. Ale od roku 2010 (około), kiedy to zacząłem kibicowanie regularne, nie pamiętam łatwego roku. Więc w zasadzie jest… ok, ale za to stabilnie.
Jeśli chodzi o puchary krajowe, to nie ma co się tutaj rozpisywać – poszło słabo i tyle. Akurat w tych rozgrywkach cokolwiek poniżej finału, jest wynikiem ciężko akceptowalnym.
Premier League. Tutaj już można co nieco powiedzieć. W ostatnich latach Arsenal przyzwyczaił nas, że w odróżnieniu od ery „sprzed Artety”, chłopaki będą bili się o najwyższe cele. Bo są blisko. W zasadzie co raz bliżej. Sam Boss przytaczał te ciekawostki, że czasami liczba punktów, które zgromadzili, w innych sezonach pozwoliłaby im na zdobycie mistrzostwa. Ale jak zwykle – nie tym razem. Tym razem to nie Manchester City, a Liverpool był lepszy. W końcu Mikelowi udaje się ograć swojego mistrza w dwumeczu, ale to i tak nie wystarczyło na wygranie ligi. Tutaj niestety po raz kolejny wyglądało to tak, jakby chłopaki na wiosnę za mocno się rozluźniali i uciekali od mistrzostwa na własne życzenie. Kilka straconych punktów i Liverpool odjeżdża na odległość, która jest już praktycznie nie do odrobienia. A nawet, kiedy Liverpoolowi zdarzyło się potknięcie, Arsenal nie potrafił tego wykorzystać i w tej samej kolejne też tracił punkty. Ale to nie tylko rozluźnienie.
Najważniejszym wnioskiem z minionego sezonu jest oczywiście ten, że ławka Arsenalu jest zdecydowanie zbyt wąska. Pierwszy skład robi nawet niezłe wrażenie, ale na ławce nie ma niestety piłkarzy tego samego kalibru. W pewnym momencie sezonu wypadł Saka i Odegaard. Dwóch kluczowych graczy. Od tamtego momentu Arsenal zaczął przysiadać, a nawet jak chłopaki wrócili do zdrowia, to nie prezentowali już tej samej formy, co przed kontuzją. W międzyczasie kontuzji doznawali też Gabriel Jesus, Kai Havertz, zdaje się, że na jakiś czas wypadł też Calafiori i ostatni Gabriel Magalhaes. Z ławki musieli wchodzić chłopaki z akademii, którym nie można odmówić umiejętności i zaangażowania, ale nie są to jeszcze solidni, doświadczeni zawodnicy. Kiedy Manchester City dominował ligę, miało się wrażenie, że są w stanie wystawić trzy równorzędne jedenastki, a dwie to już na pewno. Ktokolwiek wchodził tam z ławki, nie dawał odczuć na boisku jakiegokolwiek spadku jakości. Podobnie zresztą sprawa się ma w Liverpoolu. Arsenal ma z tym problem od lat. Przede wszystkim brakuje napastnika i kogoś, kto zastąpiłby Odegaarda. Póki co wiadomo tylko o odejściach kilku zawodników. Zakupy więc są konieczne.
Liga Mistrzów. Porażka w półfinale z PSG. Z jednej strony dojście do półfinału LM to jest już jakiś sukces. W ciągu ostatnich kilkunastu lat, ta przygoda kończyła się przecież zazwyczaj zaraz po fazie grupowej, o ile Arsenal w ogóle w Lidze Mistrzów grał. Teraz dochodzą do półfinału i zostawiają nas z niedosytem. Mieli szanse na finał. Liczyłem na ten rewanż z Barceloną, ale wygrały dwie zupełnie inne drużyny. No cóż. Chyba jednak wolę patrzeć optymistycznie na ten wynik i cieszyć się tym, że Arsenal w końcu jest klubem, bijącym się o najwyższe szczeble rozgrywek europejskich.
No to idąc na tej fali optymizmu… Fenomenalny sezon Declana Rice’a! Trudno nie lubić tego gościa. Zawsze pełne zaangażowanie na boisku, a poza boiskiem sprawia wrażenie dobrego kumpla. Nie dziwi mnie wcale, że był kapitanem w West Hamie i widziałbym go też w tej samej roli w Arsenalu. Nie wiem czy odbieranie opaski Odegaardowi byłoby dobrym ruchem, ale wydaje mi się, że Declan nawet lepiej sprawdziłby się w tej roli.
Nie sposób też nie wspomnieć o Kiwiorze i jego zastępstwie za Gabriela Magalhaesa. Według mnie świetnie wywiązał się z tego zadania. To cieszy, bo po odejściu Fabiana i Szczęsnego, nie spodziewałem się prędko kolejnego Polaka w pierwszej drużynie Arsenalu, a tu proszę. Kiwior był, jest i pewnie jeszcze przez jakiś czas będzie zmiennikiem Gabriela lub Saliby, ale tak jak napisałem, na ławce muszą siedzieć jakościowi zawodnicy. Kiwior udowodnił, że nim jest. Pytanie czy odpowiada mu jego rola i zostanie w klubie.
Mam nadzieję, że Arsenal szykuje latem jakieś transfery i to przychodzące, i to z wysokiej półki. Jeśli nie zwiększą jakości na ławce, trudno będzie im sięgnąć w końcu po mistrzostwo. A są już co raz bliżej. Może właśnie szersza ławka rezerwowych jest tym ostatnim elementem?
Dodaj komentarz