Od czasu do czasu zdarza mi się zamówić żarcie na jednej z platform, pośredniczących w dostawie. Ostatnio znów stanąłem przed tego typu decyzją. W lodówce pusto, więc albo chinol na dowóz, albo wycieczka do sklepu. Wysunąłem za okno nos i momentalnie trzasnął go mróz. Proroctwo Neda Starka sprawdziło się. Zima nadeszła. Wyglądało na to, że jeśli chodzi o żarcie, wybiorę opcję pierwszą.
A wtedy pomyślałem o tym, że ktoś mi to żarcie będzie musiał przywieźć.
Oni często nie mają wyboru i muszą pracować w każdych warunkach pogodowych. Czasem mają wybór, a i tak decydują się na rozwożenie niezdrowego pożywienia wygodnisiom, takim jak ja. Gnają na swoich rowerkach, czy słońce, czy deszcz, czy mróz. Jeżdżą po zakorkowanych ulicach, odbierają zamówienia z zatłoczonych restauracji, poruszają się po oblodzonych lub pokrytych śniegiem ścieżkach.
Dostawcy żarcia to cisi bohaterowie dnia codziennego. Biorąc pod uwagę robotę, wykonywaną w każdych warunkach i niemal o każdej porze dnia i każdego dnia tygodnia, ich pracę można porównać do służby. Dbają o to, żeby człowiek głodny w chałupie nie siedział, kiedy nie chce mu się gotować.
A za nimi są przecież jeszcze ludzie, którzy to żarcie przygotowują. To też jest niewdzięczna robota. Często pod presją czasu i w stresie, a wynagrodzenie, wiadomo – jest jakie jest.
Zawsze staram się podchodzić ze szczególnym szacunkiem do ludzi, wykonujących robotę, której ja raczej nie chciałbym wykonywać. Dzięki nim mogę uraczyć się gotowym jedzeniem. Również dzięki tym ludziom nie chodzę po śmieciach, walających się po chodniku oraz nie muszę męczyć się z maszyną, skanującą produkty w sklepie.
Wyszedł z tego krótki wpis dziękczynny, ale podobno wdzięczność jest fenomenalnie konstruktywną emocją, więc warto ją z siebie wykrzesać. Są przecież takie sytuacje, w których właśnie ci bohaterowie dnia codziennego, okazują się ważniejsi od prezydenta.
Dodaj komentarz