Choroba postępująca

Scrollując społecznościowe media, algorytm uznaje czasem, że potrzebuję zobaczyć co nieco technologicznych nowinek. Trzeba być na bieżąco ze zmieniającą się rzeczywistością, a nie tylko te filozoficzno-psychologiczne bzdury przeplatane bębnami i poradami dla relacyjnie nieporadnych. W porządku.

A to wyświetla mi wygenerowane przez AI animacje, które naśladują prawdziwych ludzi w nieprawdziwych okolicznościach, a to niby nagrania niestworzonych stworów. Ostatnio było sporo jakichś komiksowych postaci. Wyświetliło mi się też nagranie zaawansowanego technicznie androida, który motorycznie jest już w zasadzie na poziomie człowieka. Tych, co regularnie dostarczali bądź dostarczają zwolnienie z zajęć WF już może nawet pod tym względem przewyższać.

Patrzę na te nowinki i kumam – rozwijamy się. Jako gatunek wznosimy się na kolejne technologiczne wyżyny. Pytanie tylko – po co?

Ułatwiamy sobie życie na potęgę. Internet był pod tym względem wielkim przełomem. Sztuczna inteligencja już niedługo sprawi, że w zasadzie nie będziemy musieli myśleć. Ale po co nam to wszystko?

Technologia miała ułatwić nam życie, sprawić, żebyśmy nie musieli już robić rzeczy, które trzeba było zrobić, choć nie było na to ochoty. Dzięki temu mieliśmy móc skupić się na tym, co naprawdę ważne.

Tymczasem, podczas rewolucji przemysłowej wskoczyliśmy jako ludzkość do chomiczego kołowrotka i ganiamy w nim do dzisiaj, a postęp technologiczny wcale nas z niego nie wygonił. Po prostu teraz biegając w nim, możemy oglądać seriale bez limitu i robić sobie selfie smart fonami. Ale biegamy jak biegaliśmy i nie widać jakoś perspektyw na wyjście z tego koła.

Pomimo rozwoju technologii ciągle pracujemy tak samo, a po pracy poddajemy się tanim rozrywkom, jak seriale, gry, czy nowe aferki. Mało jest w tym wszystkim doświadczania i przeżywania życia.

Zastanawiam się też czy jest jakaś granica, jakiś moment, do którego warto ułatwiać sobie życie. Sam często unikam wszelkich trudności, ale na dłuższą metę nie wychodzi mi to na zdrowie. Każdy wie, że to, co pospolite, łatwo dostępne i osiągalne małym kosztem, jest mniej warte od tego, co rzadkie, trudne. Kamienie szlachetne są drogie, bo są trudno dostępne. Wysokie umiejętności opłacane są lepiej niż te podstawowe, bo są trudniej osiągalne, wymagają lat nauki i zdobywania doświadczeń. Cenimy sobie najbardziej (tym razem nie chodzi o wartość materialną) te książki, które potrafią wywołać w nas odczucia, czy przemyślenia, których większość książek nie wywoła.

Niektóre nowinki faktycznie potrafią wzbudzić zachwyt. Te wszystkie cuda wianki, które co roku są unowocześniane, są niesamowite, tylko co z tego? Co nam to daje? Jak to wpływa na nasze poczucie szczęścia i sensu? Czy nie negatywnie?

Tak samo niesamowite są stare wynalazki i tak samo fantastyczny potrafi być kwitnący kwiat, albo szumiący górski potok. Mam wrażenie, że mimo wszystko rozwój technologii oddala nas od siebie nawzajem i siebie samych. To nie jest zdrowe. Jako społeczeństwa nie odczuwamy jeszcze tego jakoś boleśnie, bo ta rewolucja jest dość świeża, ale niestety coś mi mówi, że odczujemy to mocniej już niebawem.

Ralph Waldo Emerson powiedział kiedyś, że rasa ludzka ostatecznie wyginie przez cywilizację. Warto się nad tym zastanowić.

Nie uważam, że rozwój technologiczny jest czymś zbędnym, że należałoby go ograniczyć i w ogóle wrócić do jaskiń. Chodzi o to, żeby w tym całym szaleństwie nie zgubić sensu. A ten, niestety, chowa się już gdzieś za horyzont i co raz trudniej go złapać choćby wzrokiem.


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *