Kiedyś miałem bloga, na którym nie pojawił się ani jeden wpis. Później miałem bloga, na którym pojawiło się kilka wpisów, a potem wszystkie znikły. Jakiś czas temu założyłem kolejnego. Tym razem zamieściłem tam kilkanaście wpisów, ale już ich tam nie ma. Tak samo jak samej strony. Po prostu nie poszło to w tym kierunku, co chciałem. Kilka tekstów było jednak ciekawych. Poniżej jeden z nich. Jego roboczy tytuł to: „Jak działa karma w praktyce?”
***
Według buddyzmu karma oznacza działanie. Działanie to, w zależności od jego charakteru i intencji, może prowadzić do różnych skutków. Pozytywne działanie przyniesie nam pozytywne skutki, a działanie negatywne stanie się źródłem cierpienia.
Działanie może odbywać się w trzech obszarach:
- Czyny i gesty
- Mowa
- Myśli
Żeby poczynania karmiczne wróciło do nas z pełną mocą (negatywną lub pozytywną) muszą zostać spełnione następujące warunki:
- Osoba musi być świadoma swojej sytuacji (emocji, pragnień, warunków w jakich się znajduje)
- Działanie musi być zamierzone i zaplanowane
- Osoba musi wykonać to, co zaplanowała lub przekonać do tego kogoś innego
- Po wykonaniu działania osoba musi odczuwać satysfakcję z rezultatów
Każda osoba ma własne konto karmy. Oznacza to, że jej działania obejmą tylko jej przyszłość. Nikt nie może wybawić nas od naszej złej karmy, a rezultaty naszych działań, będą doświadczane tylko przez nas.
To tyle, jeśli chodzi o teorię buddyjską. Przejdźmy teraz do karmy „podwórkowej”.
Ogólnie kojarzymy, że karma oznacza coś w rodzaju zbierania punktów pozytywnych i negatywnych. Dobre czyny sprawią, że i nam będzie przydarzać się dobro, a złe, że i nas spotka cierpienie.
Jako, że w Polsce mamy wciąż kulturę chrześcijańską, zawsze mówiło się raczej, że za dobre uczynki trafisz do nieba, a za złe będziesz smażyć się w piekle. Obie koncepcje mówią tak naprawdę o tym samym.
Ciekawe jest to, że znacznie częściej używamy słowa karma w odniesieniu do działań negatywnych. Kiedy doświadczamy krzywdy ze strony innych lub jesteśmy jej świadkami, mówimy: „karma wraca”.
Nie kojarzę, aby ktoś mówił „karma wraca”, kiedy przytrafia im się coś dobrego. Dzieje się tak chyba tylko wtedy, kiedy ktoś próbuje przekonać nas do wpłacenia datku na jakiś szczytny cel. Wtedy na plakacie albo w ogłoszeniu zamieści tę znamienną frazę: „pamiętaj, karma wraca!”.
Ale skąd w ogóle ta karma się bierze? Skąd ona wraca? Czy Bóg obserwuje każdy nasz ruch i organizuje nasze życie tak, żeby pasowało do uzbieranej karmy? Odpowiedź jest chyba nieco bardziej przyziemna.
Jednym z aspektów Prawa Karmy jest odpowiedzialność. To w naszych rękach jest moc tworzenia karmy. To nasze działania przyniosą nam skutki i to od nas zależy jakie one będą. W zasadzie nie uczestniczy w tym procesie żadna trzecia strona w postaci Siły Wyższej. Jesteśmy tylko my i nasze działania wobec drugiej strony, którą stanowią inni ludzie lub my sami.
Karma nie jest niczym nadzwyczajnym. Nie ma w niej żadnej boskiej ingerencji. Jest czymś o wiele bardziej prozaicznym.
To nie do końca jest tak, że jak pomożesz sąsiadowi zrobić remont, to na następny dzień trafisz szóstkę w totka. Prawdopodobnie nie trafisz jej ani za rok, ani za dwa lata, ani za dziesięć lat. Chociaż podobno jakaś tam szansa jest.
Skąd w takim razie bierze się ta dobra czy zła karma? Jak to się dzieje, że dobro wraca? Dlaczego za złe uczynki trafisz do piekła?
Według mnie karma to nic innego jak ciąg przyczynowo – skutkowy.
Załóżmy, że pracujesz w firmie, zajmującej się produkcją opakowań. Przed pójściem do pracy, wstępujesz do sklepu, żeby kupić coś na śniadanie. Pomimo niewyspania i delikatnej frustracji, wynikającej z problemów dnia wczorajszego, decydujesz się zachować pozytywne nastawienie.
Przy kasie, płacąc za zakupy nawiązujesz krótką pogawędkę z kasjerką, która najwyraźniej była w podobnych nastroju co Ty. Po uprzejmej wymianie zdań, życzysz jej miłego dnia. Kasjerka odwdzięcza się tym samym. I Tobie i jej od razu poprawia się humor.
Kiedy kasjerka wraca z pracy do domu, może nie pamiętać waszej porannej rozmowy, ale jej dobry humor utrzymuje się. Ma energię, żeby zająć się dzieckiem, a kiedy jej mąż wraca z pracy, spędzają ze sobą dobry czas w pozytywnej atmosferze.
Następnego dnia znowu idziesz do pracy. Dzisiaj jest dzień, w którym masz mieć rozmowę z szefem o podwyżkę. Okazuje się, że szef jest w dobrym humorze i udaje Ci się wynegocjować tyle, ile chciałeś. Po jakimś czasie okazuje się, że Twój szef jest mężem kasjerki w sklepie, w którym robisz zakupy i względem której, zawsze byłeś uprzejmy.
Jak by mogła wyglądać sytuacja, kiedy Twoje działanie byłoby inne?
W tej samej sytuacji mógłbyś zachować się wobec kasjerki w sposób roszczeniowy. Mógłbyś zacząć ją poganiać, uszczypliwie skomentować obsługę, a na koniec nawrzeszczeć, że znowu pyta, czy może być winna grosika.
No po takim przedstawieniu, ta kobieta raczej nie wróci do domu w dobrym humorze. Przeciwnie. Wraca do domu w paskudnym nastroju. Nie ma energii na to, żeby w odpowiedni sposób zająć się dzieckiem, które staje się drażliwe i cały czas dokazuje. Z pracy wraca jej mąż (a Twój szef).
Pewnie liczył, że po powrocie z pracy odpocznie i spędzi miły czas z rodziną. Atmosfera jest jednak gęsta, dziecko krzyczy, a kobieta resztki energii poświęca dziecku i sama potrzebuje wsparcia męża.
Na drugi dzień, zgodnie z planem, idziesz do szefa poprosić o podwyżkę. Szef w skutek atmosfery, którą zastał poprzedniego dnia, jest w średnim nastroju. Nie dość, że nie dostajesz podwyżki, przyczepia się do Ciebie o błędy i niedociągnięcia, które normalnie by może olał.
Tak mniej więcej widzę to, jak wygląda karma w praktyce.
Oczywiście historyjka jest mocno uproszczona, ale chodzi o to, że często nawet nie zdajemy sobie sprawy, w jaki sposób jesteśmy połączeni. To, co wnosimy do najbliższego środowiska, bardzo szybko może nam oddać w taki, czy inny sposób.
Myślę, że to między innymi o to chodzi w słynnym powiedzeniu przypisywanym Mahatmie Gandhiemu: „bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”. Jeżeli chcesz, żeby w Twoim świecie było więcej uprzejmości i kompromisów, sam wnieś do niego uprzejmość i kompromis.
Jakimiś krętymi ścieżkami te dobre rzeczy, które dasz światu, mogą do Ciebie wrócić.
Dodaj komentarz