Piszę ten tekst chwilę po zakończeniu meczu Arsenal – Wigan w Pucharze Anglii. Kanonierzy całkowicie zdominowali przeciwników, co trochę uspokoiło nastroje po trudnym meczu z Brentford, z którego w bólach udało się wywieźć remis.
To jest ten moment sezonu, w którym Arsenal zwykle zaliczał spadek formy. Znów jest on widoczny, ale dopiero teraz widać jak ważna jest głębia składu, którą udało się stworzyć. Tak jak ktoś powiedział po ostatnim spotkaniu w lidze – jeśli nie jesteś w stanie wygrać meczu, to chociaż go nie przegraj. Wystarczyłyby trzy porażki zamiast remisów i przewagi nad Manchesterem City już w ogóle by nie było.
Dla mnie, jako kibica Arsenalu, sytuacja jest w tym momencie przeciekawa. Kanonierzy pozostają we wszystkich rozgrywkach, wliczając w to pierwsze miejsce w lidze, i teoretycznie mają spore szanse na wygranie wszystkich tych rozgrywek. To by dopiero była historia – nie wygrywać przez dwadzieścia dwa lata mistrzostwa kraju, żeby w jednym sezonie wygrać wszystko.
Ciekawość tej sytuacji polega jednak na tym, że mówimy o Arsenalu i chociaż drużyna ciągle gra nieźle, i pozostaje faworytem we wszystkich wyścigach, to równie dobrze może nie wygrać żadnego trofeum. Jako, że zwykle wolę się pozytywnie zaskoczyć, niż brutalnie rozczarować, mając do wyboru te dwa skrajne scenariusze, bliżej mi do tego drugiego.
Dobrze, że są jeszcze scenariusze pośrednie. „Tylko” mistrzostwo Anglii lub „tylko” zwycięstwo w Lidze Mistrzów byłoby pewnie dla większości kibiców wystarczające. Wszystko inne będzie w tym sezonie jedynie nagrodą pocieszenia. Swoją drogą fajnie, że klub znalazł się na takim poziomie, że dla wielu niewygranie ligi oznacza większe rozczarowanie, niż wygranie ligi oznaczałoby zadowolenie.
Po ogłoszeniu transferu Gyokeresa, pozostałem sceptycznie nastawiony do całej euforii, która wokół niego powstała. Chyba słusznie. Pierwsza połowa sezonu była relatywnie mierna w jego wykonaniu, ale wygląda na to, że zaczyna się rozkręcać. Zobaczymy, czy faktycznie ta tendencja się utrzyma, czy to może jedynie chwilowy wzrost formy.
Cieszy dobra forma Jesusa. Wymienność w ataku wygląda optymistycznie. Gdyby dostępni byli jeszcze Merino i Havertz, to o strzelanie goli można być spokojnym. Zwłaszcza ten drugi, kiedy wrócił po długiej absencji w tandemie z Gyokeresem pokazał się świetnie. Oby tym razem jego nieobecność okazała się krótsza i niech to wygląda tak dobrze, jak podczas tych niewielu minut, które udało mu się spędzić na boisku.
Dodaj komentarz