Zbliżają się kolejne wybory parlamentarne. Nie sądzę, żeby były ważniejsze niż wybory, których dokonujemy codziennie w naszych życiach. Tak czy inaczej, jeszcze przez jakiś czas będą budzić emocje, zgodnie z wolą i interesem polityków.
Zawsze starałem się trzymać na uboczu, jeśli chodzi o politykę. Obserwuję sobie to wszystko z dystansu, starając się nie wplątać przypadkiem w te emocjonalne gierki, które jej towarzyszą. Siłą rzeczy prowadzi to do pewnych przemyśleń i wniosków.
Po pierwsze, nie jest jakoś bardzo istotne kto rządzi, bo to niewiele zmienia w życiu szarego człowieka. To, kto wygra wybory, jest najważniejsze dla tych ludzi, którzy biorą w nich udział. To oni będą odcinać od tego kupony przez najbliższe kilka lat, o ile uda im się wygrać, reszta będzie utrzymywać się z lobbingu. Nie ma co się łudzić, że ten, czy inny człowiek u władzy zmieni diametralnie obraz tego jak wygląda cały kraj. Nawet ta, czy inna partia nie ma na to tak ogromnego wpływu, jak się to wydaje. To zależy od systemu, a system tworzy cały naród, nie tylko ludzie u władzy.
No i za każdym razem niezadowolona jest połowa społeczeństwa, więc też mi rozstrzygnięcie…
Po drugie, w polityce nigdy nie wygra uczciwość. Do tego potrzebna jest zmiana ludzkiej natury, a na to trzeba będzie poczekać co najmniej kilka wieków. Nie jestem pewien co będzie pierwsze – to, czy wysadzenie się w powietrze przez gatunek na skutek jakiegoś kolejnego absurdalnego konfliktu ludzkiego ego.
Powyższe dotyczy rzecz jasna nie tylko Polski, bo wiem, że niektórzy powtarzają jak to źle z tą polityką w naszym kraju, ale podobnie jest na całym świecie. Natura ludzka dotyczy ludzi w ogóle, a nie małej części świata w środkowo-wschodniej Europie.
Po trzecie, mam wrażenie, że podchodzimy do tego trochę tak, jakbyśmy wybierali na kolejne cztery lata (tym razem mowa o Polsce) swoich panów. I to w złym tego słowa znaczeniu. Nie wybieramy zarządców naszego państwa albo naszych przedstawicieli. Wybieramy ludzi, którym mamy służyć. Wydaje mi się, że powinno być raczej odwrotnie. Powinniśmy wybierać ludzi, którzy będą służyć nam. Nie nam w sensie „ja was wybrałem, to wy teraz spełniajcie MOJE postulaty”. Nam jako społeczeństwo, grupa. Ale gdyby tak było, to nie wybieralibyśmy rządu w kategoriach mniejszego zła. Wybieralibyśmy najbardziej kompetentnych, najbardziej godnych zaufania ludzi. Zarządzanie czymś tak ogromnym jak państwo to dość duża sprawa, warto, żeby zajmowali się tym ludzie odpowiedni, a nie „przynajmniej lepsi niż tamci”.
Po czwarte, zdumiewa mnie to, że pomimo całego dostępu do wiedzy i tego wszystkiego, ciągle większość z nas łyka, jak te przysłowiowe pelikany, tematy zastępcze i wzajemną napierdalankę w mediach. Co jakiś czas media wrzucają te same tematy – aborcja, mniejszości, imigranci i co tam jeszcze było? A niech będzie kościół, też temat dość chwytliwy. To wszystko to są trudne do rozstrzygnięcia kwestie, bo dotyczą wartości, a psychologia konflikty tego typu uważa za praktycznie nierozwiązywalne.
No i jedne media cisną te tematy w jedną stronę, drugie w drugą, oczywiście wszystko zgodnie z narracją partii, z którą współpracują (bo przecież każda duża opcja polityczna musi mieć swoje media). A my jak te marionetki nakręcamy się i chłoniemy odpowiedni przekaz (jedyny słuszny, rzecz jasna), potęgując konflikty. I po co to wszystko? Na pewno nie po to, żeby rozstrzygnąć te kwestie. Na pewno nie po to, żeby żyło nam się wszystkim razem lepiej. Chodzi o aktywizację ludzi, spowodowanie, żeby naród ruszył do urn i oddał głos na odpowiednią partię. W gniewie człowiek ma więcej chęci do działania, niż w sytuacji, w której faktycznie zastanawiałby się nad różnymi argumentami wobec danego zagadnienia. W gniewie człowiek w zasadzie niewiele myśli. To jest korzystna sytuacja dla tych, którzy potrzebują głosów poparcia.
No i tak na koniec już wyznam, że szczerze chciałbym i mam ogromną nadzieję, że kiedyś obrzucanie drugiej strony gównem stanie się passe. Ale to już nie zależy od polityków. Gdybyśmy my, jako wyborcy nie lubili tak atakować innych ludzi i patrzeć na tę szopkę, to politycy nie używali by tego, jako środka wpływu na opinie wyborców. Gdyby naprawdę bardziej nas interesowało to, co dany polityk osiągnął i jakim jest człowiekiem, niż to, jaką ten drugi jest szują, a jego wyborcy idiotami, to właśnie na tym politycy by się skupiali. Na tym, żeby udowadniać swoje kompetencje, a nie niekompetencje innych ludzi. Może wtedy ta cała polaryzacja społeczeństwa przestałaby istnieć i ludzie patrzyliby na siebie w sposób ociupinkę bardziej życzliwy.
Dopóki będziemy bezmyślnie krzyczeć z tłumem i podniecać się walką i obrzucaniem obelgami drugiego człowieka, to niewiele się zmieni.
(foto: Unsplash)

Dodaj komentarz