Po co komu religia?

Chociaż zostałem ochrzczony, przez lata przyjmowałem opłatek i przeszedłem przez bierzmowanie, to dzisiaj nie uważam się za katolika. Nie jestem pewien czy kiedykolwiek się za niego uważałem.

Po przyjęciu sakramentu bierzmowania porzuciłem chodzenie do kościoła. Pojawiam się tam tylko przy specjalnych okazjach, jak śluby i pogrzeby. Dopiero w ciągu ostatnich lat, zacząłem zastanawiać się nad tym całym chrześcijaństwem i o co chodzi w religii. Pierwszy wniosek, do jakiego doszedłem jest taki, że o religii uczą nas w nieumiejętny sposób. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy na piedestał wychodzi intelekt. A szkoda, bo wydaje się, że to spora strata i potencjalnie niebezpieczna społecznie sytuacja.

Nikt w szkole ani w kościele nie powiedział mi, że religia może mieć funkcję czysto praktyczną. No to w końcu po co nam ta, czy inna religia?

Po pierwsze, łatwiej zorganizować się w większej strukturze, takiej jak kraj, kiedy wyznajemy te same wartości, zasady, wiarę. Po drugie, o wiele łatwiej zarządza się masami. Zanim ludzie utworzyli państwa, żyli raczej w mniejszych społecznościach – w plemionach, grodach, hrabstwach, dzielnicach. Nie jestem specem od historii, ale może między innymi dlatego Mieszko I zmuszony był przyjąć chrzest? Jeśli miał mieć szanse w konkurowaniu z otaczającymi go zorganizowanymi państwami, to sam musiał zjednoczyć okoliczne ludy i stworzyć z nich kraj z prawdziwego zdarzenia. Do tego potrzebne są wspólne wartości i zasady. Inaczej wszystko by się rozpadło.

Można to zaobserwować w dzisiejszych krajach Zachodu. Została zakwestionowana religia, która funkcjonowała u nas przez wieki i coś jakby zaczynało się sypać, bo nie ma sensownej alternatywy. Ludzie zaczynają ze sobą walczyć, dzielą się na obozy i ogólnie ewidentnie mamy zbyt wiele sporów. A na pewno więcej niż moglibyśmy i powinniśmy mieć.

Te zasady były jednak świetnie przemyślane. Dzięki nim ludzie uniknęli zapewne wielu chorób, wielu walk, wielu niepotrzebnych śmierci.

A co z wojnami religijnymi? Myślę, że wojny nigdy albo prawie nigdy nie wybuchały z powodów religijnych. Nawet jeśli taki argument funkcjonuje w przekazie historycznym. Jakoś nie widzę tego, że jedni ludzie wychodzą z kościoła, drudzy z meczetu i nagle zaczynają obrzucać się gównem za swoją religię.

 Ale śmierć w imię swojego Boga brzmi lepiej niż śmierć w imię lepiej płatnej pracy i dostępu do zagranicznych produktów.

Problemem jest to, że tak samo jak religia wykorzystywana była do utrzymania porządku w kraju, tak samo była wykorzystywana do podżegania ludu do wojen, przez wysoko postawionych ludzi o lotnym umyśle i wątpliwej moralności. A wojny nie są toczone dla wartości, choć wiele osób na froncie wierzy, że za to właśnie walczy. Wojny toczone są o zasoby i dostęp do nich. Przynajmniej z tego powodu wybuchają. Ale wracając do tematu.

Religia pomaga też w życiu osobistym. W Biblii spisano wiele zasad, które mają służyć dobremu życiu. Weźmy chociażby Dekalog albo siedem grzechów głównych. Wszystko to ma pomóc człowiekowi w funkcjonowaniu w społeczeństwie, zachowaniu zdrowia i satysfakcji z życia. Oczywiście w naszych czasach pewnie można podejść do niektórych zasad luźniej lub inaczej, bo zmieniły się realia, ale ogólne reguły się nie zmieniły. Nadal jak będziesz się obżerał, to będziesz gruby i zaczniesz chorować, a zabijanie i kradzieże są złe.

Zasady funkcjonowania w społeczeństwie, spisane w Biblii, są uniwersalne i przede wszystkim trafne. Dlatego przetrwały tyle lat i można powiedzieć, że mają się dobrze, choć z różnych powodów chcemy się wobec nich buntować. Nie miałem styczności z innymi świętymi księgami, ale podejrzewam, że tam sprawa ma się podobnie. Są w nich spisane zasady, których należy przestrzegać, żeby społeczeństwa i jednostki rozmnażały się, prosperowały i funkcjonowały w sposób optymalny.

Kiedyś na jednym z wykładów podczas studiów psychologii, prowadząca opowiadała o kilku przypadkach z gabinetu psychoterapeutycznego, w których wiara odegrała istotną rolę. Dzięki wierze w Boga, ludzie byli w stanie szybciej dojść do równowagi wewnętrznej. Wtedy zrozumiałem, że ten, kto wierzy, ma ogromną przewagę nad całą resztą. Po prostu zawsze ma wsparcie Siły Wyższej, czymkolwiek by ona nie była. A wsparcie w naszym wątłym ludzkim życiu bywa czymś nieocenionym.

Funkcja samopomocowa religii jest bardzo ważna. Podejrzewam, że gdyby nie było czegoś takiego jak religia, to kiedyś ludzie chorowali by mentalnie o wiele częściej.

No dobra, to może krótkie podsumowanie:

Religia zapewnia spójność społeczeństwa. Z tą spójnością idzie siła państwa.

Religia zapewnia również zasady funkcjonowania w społeczeństwie, dzięki którym jesteśmy w stanie rozwijać się jako ludzie, społeczności, państwo. Dostarcza wskazówek na temat wymienialności pokoleń i relacji międzyludzkich.

Religia zapewnia wreszcie reguły, które przestrzegane, mogą wnieść do życia radość i satysfakcję.

 Przede wszystkim religia pomaga radzić sobie z poczuciem śmiertelności, co jest chyba dość istotną kwestią.

Ludzie nazywają społeczności religijne ciemnogrodem i stale przypominają, że mamy XXI wiek. Moim zdaniem ludzie, którzy stworzyli religie to geniusze, jakich mało. Rozpracowali ludzką naturę do tego stopnia, że ich koncepcje przetrwały całe wieki, ba, całe milenia! A wszystko po to, żebyśmy potrafili się zjednoczyć, żyć razem w jednej przestrzeni, a przy tym nie ulegać szaleństwu i na co dzień wzajemnie się nie kaleczyć.


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *