Podsumowanie Ostatniego Zgrupowania Kadry w 2024

Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził…

Nie mogłem się oprzeć rozpoczęciu tym klasycznym powiedzonkiem. Jest to evergreen zwłaszcza w przypadku naszej reprezentacji. Trzeba trochę ponarzekać, bo faktycznie nie jest tak dobrze jak mogłoby być w tej naszej polskiej piłce nożnej. Ja jednak na przekór ekspertom (czyli każdemu Polakowi, kiedy mówimy o piłce reprezentacyjnej) wrzucę dzisiaj łyżkę miodu do tej beczki dziegciu.

Tak, spadliśmy z najwyższej dywizji w Lidze Narodów, ale nie oszukujmy się – to, że do tej pory nasza reprezentacja w niej grała to i tak spory wyczyn. Myślę, że druga klasa rozgrywkowa, jeśli chodzi o te zawody, to odpowiednie miejsce dla reprezentacji Polski, chociaż wiadomo, każdy chce być najlepszy. Kibice chcą na pewno, mam nadzieję, że piłkarze również.

To najpierw trochę o tym dziegciu z beczki, bo nie wypada tylko i wyłącznie uśmiechać się, kiedy chałupa się pali.

Mam wrażenie, że między wierszami w wypowiedziach kadry wybrzmiewa zdanie w stylu: „drużyna jest jeszcze w budowie”. Trener Probierz poprowadził 17 meczów reprezentacji Polski. Myślę, że jest to wystarczająca liczba do tego, żeby chociaż wybrać podstawowy skład reprezentacji. Tymczasem co mecz mamy kilka zmian, a mówiąc kilka, mam na myśli 5-6, a nie 2-3. To jest połowa drużyny. W każdym meczu połowa drużyny jest zmieniana. Jak chłopaki mają się zgrać i nabrać do siebie zaufania na boisku, nauczyć się siebie, kiedy w kolejnym meczu mają wokół siebie innych zawodników? Wiadomo, kontuzje i inne wypadki losowe się zdarzają (w Lizbonie było ich aż nadto), ale bez przesady. Wielu wymienianych zawodników siada po prostu na ławce i nie wchodzą z niej nawet jako zmiennicy. Jako kibic i amator, chciałbym żeby skład był raczej stały, no chyba, że jest taka zaciekła rywalizacja i chłopaki, za przeproszeniem, tak zapierdalają na treningach, że trener po prostu nie może nie dać szansy wszystkim. Ale w to akurat jakoś nie chce mi się wierzyć.

Polskiej kadrze piłkarskiej brakuje sportowej ambicji. Urbański może nie pokazał się najlepiej na boisku w domowym meczu ze Szkocją, ale w jednym z wywiadów powiedział, że chce wygrać złotą piłkę, euro i mundial. Znowu cytując klasyka: „To mi się podoba! O to chodzi!”. W meczu ze Szkocją nie zawinił jeden konkretny zawodnik, a już na pewno nie wieszałbym psów na Zalewskim, bo chłopak wyraźnie zawyża u nas poziom. Zawiniła mentalność. To już nie pierwszy mecz, kiedy nasze szanse na jakieś osiągnięcia pogrzebało granie na remis. Polscy piłkarze potrafią grać w piłkę, nawet jeśli powszechna opinia w naszym kraju mówi co innego. Brakuje chęci wygrywania. Mam wrażenie od wielu lat, że ci piłkarze przyjeżdżają na kadrę pograć w piłkę. Przyjeżdżają, żeby zagrać mecz, a nie wygrać mecz. Nie widzę wśród nich determinacji. Nawet kiedy prowadzą w meczu, odpuszczają. Tak jakby to już wystarczyło, że prowadzą. Cofają się i chcą tego prowadzenia bronić, tylko, że to często po prostu nie wychodzi. Nie ma w nich chęci, żeby przeć na przód i zdobywać bramki. Nie ma chęci dominacji. Nie ma chęci wygrywania. Panuje raczej postawa „oby nie przegrać”. I dlatego przegrywają.

 

A przecież nawet kibice często obniżają swoje wymagania wobec kadry. Wielu powtarza: „oby tylko grali tak, jakby im zależało”. Zależało na wygrywaniu, nie na strzeleniu bramki i próbowaniu stawiania autobusu. Zwłaszcza, że w naszym wykonaniu jest to co najwyżej Duży Fiat.

No dobra to może teraz w końcu ta kropla miodu.

Po pierwsze, nie sądzę, że należy zwalniać trenera, ani że powinien sam podać się do dymisji. Uważam, że należy dać szansę odnieść trenerowi więcej niż jedną porażkę, może nawet więcej niż dwie. Po trzeciej porażce można się zastanawiać. Spadek do niższej dywizji Ligi Narodów można uznać za pierwszą porażkę, bo odpadnięcie z grupy na Euro 2024 można wybaczyć. Trener miał wtedy rzeczywiście niewiele czasu, a ugranie punktu z Francją załatwiło mu mały plusik podczas tego turnieju.

Jestem przeciwny polskiej myśli szkoleniowej. Mam na myśli to, co widać w naszej ekstraklasie. Tendencja, żeby zwalniać trenera po tym jak odniesie kilka porażek w sezonie, w którym rozgrywa kilkadziesiąt meczów. Człowiek najlepiej uczy się na błędach. Myślę, że czasem należy przeczekać zły okres, żeby nadszedł ten dobry. Ciągłe zmiany trenerów przynoszą tylko chaos i konieczność budowania drużyny od nowa i od nowa. Dajmy więc Probierzowi szanse, może w końcu zdecyduje się na ten złoty skład i oszlifuje go na tyle, że gra naszej reprezentacji będzie cieszyć oko i przede wszystkim, będzie w niej widać zaangażowanie i wolę zwycięstwa.

Po drugie, samo to, że rywalizujemy z potęgami, takimi jak Portugalia, Chorwacja czy Francja, jest dobrym prognostykiem. Jako kibice, jesteśmy często cyniczni i modlimy się o punkty z San Marino, ale potrafimy grać też z najlepszymi. Pokazała to chociażby pierwsza połowa ostatniego meczu z Portugalią na wyjeździe, czy mecz z Szkocją, który ogólnie rzecz biorąc nie był tragiczny. Ze Szkocją na wyjeździe przecież wygraliśmy. Może po prostu brakuje jeszcze tego jednego, dwóch puzzli, które w końcu się znajdą i machina w końcu zatrybi.

No i wreszcie, zwróćmy uwagę na wisienkę na tym rozmemłanym torcie. Widzieliście bramkę Piątkowskiego?! Cudeńko! To niezbity dowód na to, że i nasi jak chcą, to potrafią.

A co do tych wpadek ze zdjęciami, protokołami, spodenkami, wywiadami… może wrzućmy trochę na luz? W końcu każdemu z nas zdarza się popełnić błąd. Może na następnym zgrupowaniu naszym piłkarzom uda się strzelić mniej gaf, niż bramek.


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *