Pomysły Na Przyszłość Edukacji

Ostatnio wpadł mi w ręce raport na temat przyszłości zawodu nauczyciela i oświaty w Polsce w ogóle. Raport nosi nazwę Nauczyciel_ka 2040. Na szczęście tytuł nie odnosi się do średniego wynagrodzenia. Opracowanie opisuje między innymi jakich nauczycieli chcieliby uczniowie, jakie przeszkody stoją na drodze współczesnych nauczycieli oraz co sprawia, że ten zawód mocno stracił na atrakcyjności. Autorzy podają również swoje propozycje zmian, jakie można zastosować w systemie edukacji. Ta część interesowała mnie najbardziej.

Mam kilka zastrzeżeń co do tych pomysłów i kilka ogólnych wniosków, ale po kolei.

Po pierwsze, autorzy podzielili zawód na dwie profesje: nauczyciel i „odkrywca talentów”. Według mnie jest to niepotrzebne, ponieważ dobry nauczyciel jest zarówno nauczycielem, odkrywcą talentów, opiekunem, punktem odniesienia, osobą wspierającą i przewodnikiem. Mógłbym pewnie wypisać jeszcze kilka ról, ale nie o to tu chodzi. Chodzi o to, że odpowiednia osoba jest w stanie wyciągnąć z dziecka to, co w nim najlepsze, ukierunkować je i zainspirować na długie lata. W obecnym systemie niemal się to nie przytrafia. Jest tak pewnie z wielu powodów.

No i tu kolejna rzecz, co do której mam zastrzeżenia wobec pomysłów z raportu. Autorzy proponują, aby w klasach było maksymalnie 20 osób. Według mnie to za dużo. W klasach powinno być maksymalnie ok. 15 osób. Prawdopodobnie najlepiej, aby było to max. 12 osób, jak to zdarza się w grupach warsztatowych, ale tu dochodzi kwestia dostępności odpowiedniej liczby nauczycieli itd. Najważniejsze, że grupy nie mogą być zbyt liczne. Przy dwudziestu osobach trudno jest jednemu nauczycielowi skupić się na rozwoju indywidualnym poszczególnych dzieci. Uwaga człowieka jest w tym momencie zbyt rozproszona.

Kolejny pomysł autorów, to organizowanie dnia w szkole tak, że dzieci spędzają w niej 7-8 godzin. Nie wiem skąd ten pomysł, ale według mnie jest to stanowczo za długo. Pewnie, że należy udostępnić świetlicę albo inne miejsce, żeby uczniowie mogli sobie z nich korzystać, jeśli chcą, ale ustrukturyzowany czas na 8 godzin w szkole to przesada. Kiedy chodziłem do szkoły czasem zdarzało się, że jednego dnia mieliśmy lekcje od godziny 8 do 15. To była udręka. Po co trzymać uczniów w szkole do godziny 16 codziennie? Przepraszam, do godziny 18, bo zajęcia miałyby zaczynać się od 10. W ciągu tego czasu miałaby być godzinna przerwa. Nie wiem czy to w myśl przygotowania do pracy od 9 do 17, ale czy po to chcemy zmieniać system edukacji, żeby zamiast uczyć się pracy w fabrykach (tak jak to zakładał obecny system edukacji), uczyć je pracy w korporacyjnych biurach? No nie wiem.

Ostatnia wątpliwość dotyczy stopnia uwagi, jaką autorzy poświęcili kwestiom technologii w stosunku do kwestii relacji. Rozumiem, że była to próba dostosowania systemu do nowoczesnego świata, ale to właśnie między innymi przez unowocześnienie świata, mamy obecnie mnożące się problemy społeczne. Punktowały to również ekspertki oceniające pomysły autorów. Mi tutaj wystarczy jednak opinia jednego eksperta. Człowieka, który pod względem technologicznym miał wpływ na cały świat. Steve Jobs w jednym z wywiadów stwierdził, że technologia w systemie edukacji nie jest najważniejsza i nie ma największego wpływu na poziom szkolnictwa. Przyznał, że najważniejszym czynnikiem jest człowiek. Jak najbardziej się z nim zgadzam. Powinniśmy więc skupić się raczej na relacjach, a nie na technologii. Kto wie, czy najlepszym rozwiązaniem nie byłoby zredukowanie technologii do minimum w procesie nauki? Wiadomo, do nauki niektórych przedmiotów jest ona niezbędna, ale poza nimi, może warto zostać przy tradycyjnych metodach?

W pomysłach autorów jak najbardziej podobało mi się kilka kwestii, np. to, że wymogi formalne co do zawodu nauczyciela powinny być niższe. Nie powinno się liczyć to, czy ktoś zrobił magistra studiów pedagogicznych i osiągnął kolejne stopnie, ale przede wszystkim to, czy faktycznie zna się na swojej dziedzinie i potrafi przekazywać wiedzę.

Autorzy przedstawili swoje przemyślane propozycje i świetnie. Według mnie jednak wszystko rozbija się o decentralizację szkolnictwa i ułatwienie ludziom zakładanie prywatnych szkół. Jeśli system stałby się bardziej elastyczny, ludzie mogliby swobodniej prowadzić szkoły po swojemu. Dopiero wtedy zaistniałaby na rynku prawdziwa różnorodność. Dodatkowo – pojawiłaby się konkurencja, która jest pierwszym czynnikiem napędzającym postęp. Kiedy niemal 90% szkół stanowią szkoły publiczne, możemy mówić o pewnego rodzaju monopolu. Monopol nie wpływa dobrze na innowacje i postęp, bo po co niby monopolista miałby ryzykować zmiany? I tak dostanie to, na czym mu zależy. Jeśli system edukacji zostałby odblokowany dla przedsiębiorczych dyrektorów szkół niepublicznych, pomysłów podobnych do tych przedstawionych przez autorów byłoby o wiele więcej i byłyby stale ulepszane dzięki konkurencyjności rynku.

Strona raportu Nauczyciel_ka 2040 organizacji Teach for Poland: https://nauczyciel2040.pl/


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *