Wpis Urodzinowy

Jakimś cudem skończyłem 31 lat i – a to niespodzianka – zaczynam trzydziesty drugi rok życia. Jest to jakiś pretekst do podsumowań i refleksji.

W ostatnią niedzielę skończyłem kurs produkcji muzyki. Cieszę się, że ostatecznie zdecydowałem się wziąć w nim udział, bo na początku miałem wiele wątpliwości. Szło za tym trochę wyrzeczeń, ale koniec końców – było warto. Nauczyłem się wielu przydatnych technik i teorii, które mam zamiar wykorzystać w rozwijaniu tej zajawki.

Nie obyło się bez starcia z wewnętrznym krytykiem, który tym razem postanowił przypierdzielić najmocniej po zakończeniu kursu, skrzętnie podpinając się pod słowa konstruktywnej krytyki, którą dostałem na ostatnich zajęciach. Na szczęście, udało się go poskromić. Tego z kolei uczyłem się przez ostatnie lata i uczę się nadal. W każdym razie, czuję, że zrobiłem pierwszy, konkretny krok w kierunku robienia muzy i mam nadzieję, że wspomniany pan Krytyk W. nie stanie mi na przeszkodzie, bo ta zajawka naprawdę potrafi dawać frajdę.

Wiem, że moje kawałki pozostawiają wiele do życzenia, nie brzmi to jeszcze tak, jakbym chciał, ale jeśli chodzi o muzę, to właśnie ze żłobka awansowałem do przedszkola. Perfekcjonizm w przedszkolu zdecydowanie nie jest mile widziany.

Co do radzenia sobie z wewnętrznym krytykiem, to sprawa jest dość prosta, choć niekoniecznie łatwa. Zamiast walczyć z nim, a tym bardziej poddawać się mu, trzeba go zaakceptować. Ta część, którą ma zapewne wielu z nas, jest po to, aby nas chronić. Pewnie była ona pomocna, kiedy trudno było poradzić sobie samemu z porażką w dzieciństwie, ale ogólnie jego działania nie są najbardziej optymalnym rozwiązaniem.

Jak ma się trzydzieści jeden lat, niełatwo jest zaczynać od nowa. Niełatwo jest uczyć się nowych rzeczy i zaakceptować to, że jest się w czymś kompletnie zielonym. To jednak mimo wszystko dość dojrzały wiek, co niesie ze sobą pewne oczekiwania. Za niektóre rzeczy, zwłaszcza te związane z twórczością, lepiej zabierać się jeszcze jak jest się nastolatkiem. Wtedy jest po prostu łatwiej. Ale to nie oznacza, że będąc po trzydziestce, czterdziestce, pięćdziesiątce, i tak dalej… należy już z tego definitywnie rezygnować. Właśnie w to chcę wierzyć.


Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *